[

pracownia firma architektoniczna projektowa architektura architekt architekci polscy polska studio biuro usługi architektoniczne projektowanie warszawa

]
architektoniczna pracownia projektowa polish architects
pracownia projektowa pracownia architektury studio architektoniczne
pracownia architektury
pracownia architekt


 Warszawa 
 Wrocław 

 
Architektura - Murator
Błyszczący Gad
Sylwetki architektów: Stefan Kuryłowicz - architekt profesjonalista
Na planie kwadratu
Hokus - Focus
Gdańska w Warszawie
Fabryka Kosmetyków
Fuji - Nagroda SARP 1993
Siedziba Firmy Hector
Fabryka Lucas
Fabryka w Środzie Śląskiej
W cieniu Pasty
Minimalistyczna Odtrutka
O nową tożsamość
Dom dla Firmy
Koreański wątek
LOT
 
Biuro Biznesmena, Businessman Magazine
Od projektu do realizacji - rozmowa ze Stefanem Kuryłowiczem
 
Gazeta Stołeczna
Królewska lokalizacja
 
Gazeta Wyborcza
Plebiscyt rozstrzygnięty
Życie w architekturze
Siedziba uLOTna
Talent i determinacja
Diamenty Czwartego Życia
Matrix przy Okęciu
 
Magazyn Budowlany
Autorska pracownia Architektury Stefan Kuryłowicz Sp. z o.o.
Pracownia ''Pierwszego spośród równych''
Nagroda Architektów, Budma
Okręt do wynajęcia, Budynek biurowy przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie
Unikać nieszczęść
 
Newsweek
Czas czarodziejów
 
Projekt
Avon
 
Rzeczpospolita
Jubilerzy i poszukiwacze diamentów
 
The Warsaw Voice
Architectural Gems
 
World Architecture
Japanese Slant
Ahead of the game
 
Życie Warszawy
Focus zdobył wyróżnienie
studio architektoniczne
Publikacje prasowe
architektoniczna pracownia projektowa
LOT
Architektura - Murator, 2002

LOT - firma z tradycjami ma wreszcie siedzibę z prawdziwego zdarzenia, odpowiadającą jej międzynarodowej renomie i prestiżowi. Ten jeden z najstarszych przewoźników na świecie przeniósł się do futurystycznego budynku na obrzeżach płyty warszawskiego lotniska Okęcie. Dla przeżywającego, tak jak reszta światowego przemysłu tej branży, trudne chwile LOT-u przeprowadzka stanowi optymistyczny element śmiałego wejścia w dwudziesty pierwszy wiek.

Po oddanym ostatnio gmachu dynamicznie rozwijającej się Agory jest to kolejny przykład równania do światowych standardów. Szanująca się firma zaczyna zwracać uwagę na jakość architektury swej siedziby. Powszechnie znana renoma biura APA Kuryłowicz & Associates oraz związek projektantów z Okęciem i problematyką lotniska: doświadczenie zdobyte przy tworzeniu wielopoziomowego parkingu, hotelu, przymiarki do nowego terminalu doprowadziły do powierzenia pracowni projektu siedziby LOT-u. Dobrze się stało, bo wypracowana przez lata przez zespół Stefana Kuryłowicza przemysłowa, współczesna estetyka na bieżąco ulepszana i wzbogacana, jak mało która pasuje do świata lotniska. Mimo wszystkich trudności, jakie zawsze towarzyszą ambitnym projektom, końcowy efekt jest zadziwiająco dobry. Niesie też symboliczne przesłanie, mówiące o tym, czym może być współczesna architektura, traktowanie materiału, technologii, kontekstu miejsca, ekonomiki i optymalizacji.

Już z oddali realizacja wyróżnia się szlachetną prostotą, ascetycznym detalem i dynamicznym kontaktem z pejzażem. Przenika się z niebem, ulega pozornej dematerializacji, co jest zapewne dalekim nawiązaniem do pokonywania sił grawitacji przez obiekt latający. To pierwszy w Warszawie budynek tej skali, oddający w mistrzowskiej formie możliwości współczesnego, rozumnego zastosowania szkła - jego wieloplanowości, zróżnicowania faktur, transparentności, kolorytu i sposobu artykulacji fasad wykonanych z jego użyciem. W krajobrazie pozbawionym cech zindywidualizowanych ta dominanta stanowi forpocztę lotniska. Budynek LOT-u jest prosty, niemal banalny, lekki, elegancki i subtelny. Niemile wizualnie kontrastuje z nim najbliższy sąsiad obiekt Polskich Portów Lotniczych, który sprawia wrażenie jakby w sposobie projektowania był odległy o dekady. W architekturze nie ma co prawda jedynie słusznej drogi, ale jakość broni się sama. Co ważne, decyzje projektowe LOT-u, wyrosłe z przestanek ekonomicznych i optymalizacyjnych, okazały się, mimo pozorów ekstrawagancji, dużo prostsze i podobno tańsze w wykonaniu.

Taka współczesna, technologiczna forma o wysublimowanym, przemysłowym detalu, kojarząca się z hangarem, metalicznymi kadłubami samolotów, z wyeksponowaną inżynierią części ruchomych, o wyrafinowanych podziałach, pozbawiona klasycznych cech statycznych budynku, cokołu, bazy, dachu bez wątpienia oddaje charakter lotniska. Jest trafiona, czerpiąca to, co najistotniejsze z ducha miejsca, z symboliki awiacji. Sąsiednie obiekty w tym zestawieniu są statyczne, mogłyby stać wszędzie. Umiejętności odwołania się do symboliki lotniczej w subtelnej formie, bez uciekania się do imitacji, a następnie żelazna konsekwencja w egzekucji tego pomysłu są głównymi atutami biurowca. Tę samą ideę rozwinięto we wnętrzach, przez co budynek zyskał jeszcze na jednorodności. Wyrafinowane wątki elewacyjne wzbogacają lekturę architektury, która żyje i zmienia się wraz z porami dnia. Centralnie sterowane żaluzje i systemy wentylacji fasady maksymalnie wykorzystują warunki zewnętrzne. Pod pierwszą warstwą osłonową szyb podwójnej elewacji odnajdujemy subtelne podziały, ich rysunek wynika z funkcji i uwarunkowań technicznych. Z tych pozornie ograniczających elementów uczyniono wartość. Zadbano też o detal dachu, traktowanego jako piąta elewacja widoczna z góry oraz jako ważny element kształtujący sylwetę. Ten problem, uważany za nieistotny i często pomijany w realizacjach komercyjnych, negatywnie wpływa na odbiór obiektu w dalekich planach i szpeci przestrzeń.

Budynek ukształtowano w formie zwartego, siedmiokondygnacyjnego prostopadłościanu o prostych, powtarzalnych rzutach z jedną (ze względu na warunki wodno-gruntowe) kondygnacją parkingów podziemnych. Wewnątrz znajdują się dwie przestrzenie otwarte do pełnej wysokości: ogólnodostępny hol wejściowy, przebijający bryłę i wewnętrzny dziedziniec z zawieszoną w nim salą tradycji oraz wejściami do kantyny i sal konferencyjnych. Wnętrza biurowe są dostępne z obustronnych, obwodowych korytarzy doświetlonych przez szklane ścianki działowe. Wspaniałym i nowatorskim pomysłem jest użycie stalowej siatki, tkanej na podobieństwo sieci rybackiej, jako obudowy ekspresyjnych galerii przecinających hol wejściowy i łączących dwa skrzydła budynku. Zastosowano tu dodatkowo zabieg, polegający na zgubieniu wielopoziomowości wnętrza, łącząc sąsiadujące ze sobą galerie po dwie tak, że stworzyły mosty. Ściany i podłoga holu wyłożone są dużymi płytami z czarnego granitu, odbijającego niebo i wprowadzającym do wnętrza element ruchu chmur. Lekko przerysowany detal stalowych rastrów na oknach pokoi biurowych, wychodzących na hol, kontrastuje z innymi elementami wystroju wnętrza.

W budynku widać niebywałą troskę o indywidualny detal, będący miarą ambicji zawodowych architekta i jego pasji poszukiwania optymalnych rozwiązań w ramach ekonomicznego rozsądku. Ulubionym elementem wystroju wnętrz, który odnaleźć można i we wcześniejszych projektach pracowni jest stalowa, ocynkowana krata. Zastosowano ją jako element sufitowy, barierkę schodową i w podstawowej funkcji - trapu elewacyjnego. Pojawiają się też nawiązania do akcesoriów lotniczych, jak choćby obłych schowków bagażowych. Zwraca uwagę dbałość o estetykę oświetlenia i jego staranny dobór. Część lamp została indywidualnie zaprojektowana, inne złożono z gotowych komponentów w niestandardowy sposób. W twórczy sposób potraktowano wiele dostępnych produktów, na przykład lampy górnicze. W budynku zastosowano technologie poprawiające komfort pracy i zmniejszające koszty eksploatacji. Istotnym elementem wpływającym na estetykę i logikę przestrzeni wewnętrznych jest ekonomia. Przy projektowaniu kierowano się kryterium optymalizacji, poczynając od modułów funkcjonalnych biur, przez konstrukcję, wybór systemów instalacyjnych, po inteligentne oświetlenie. Budynek zrealizowano w założonym budżecie, a efektywność zaproponowanych rozwiązań technicznych ma zrekompensować nakłady inwestycyjne w ciągu kilku lat.

Sprawne i selektywne czerpanie z bogactwa rynku, efektywne łączenie nowości technologicznych, autorskie modyfikacje i nowatorskie zastosowania powszechnie dostępnych produktów to ważna cecha projektowania. W tej dziedzinie Stefan Kuryłowicz osiągnął na polskim rynku mistrzostwo, będące zapewne jedną z przyczyn komercyjnego sukcesu firmy. Technologicznie uzasadniona elewacja, podporządkowana wizji plastycznej, oszczędny, prosty rzut o powtarzalnych kondygnacjach, zminimalizowana komunikacja pozioma i pionowa pokazują, co jest wartością i najistotniejszą cechą tej architektury. Jej jakość wynika nie z epatowania zadziwiającą, ekspresyjna formą, lecz z samoograniczenia. Mimo że w skali światowej to nie novum, jest w niej coś świeżego, autentycznego. Stanowi zwiastun powrotu do normalności, uczciwości w stosunku do klienta i jego finansów, zwyczajności, dbałości o walor eksploatacyjny i użytkowy w równym stopniu, co o gest architektoniczny.

Żeby przekonać się, jak inna, o wiele dojrzalsza i bardziej współczesna jest to filozofia, wystarczy spojrzeć na niedalekie sąsiedztwo. Sporo w nim budynków o przedziwnej estetyce, od monstrualnego czajnika po wytwory przemysłu cukierniczego i pretensjonalne fasady, kryjące niemoc projektantów.

I w tej realizacji są słabsze punkty: trochę szwankuje wykonawstwo. Styki kamienia z otworami i elementami konstrukcyjnymi nie są najwyższych lotów, betony w związku ze słabą jakością musiały zostać pomalowane, jednak w niczym nie zmienia to ogólnego dobrego wrażenia i podziwu, jaki wzbudza całość przedsięwzięcia. Nie w pełni przekonuje sposób podejścia do sali tradycji, wspaniałego pomysłu i symbolicznego serca budynku. Istnieje jakaś wewnętrzna sprzeczność między chęcią nadania jej cech indywidualnych, co wynika z charakteru i przeznaczenia tego miejsca, podkreślonego również odmiennością materiałową, a podporządkowanie bryły rygorystycznej geometrii całości, której ten element, dla podkreślenia unikatowości, nie powinien być częścią. Zabieg umieszczenia "pudełka w pudełku" wydaje się mniej dynamiczny od formy skontrastowanej typologicznie z otoczeniem.

Pewne wątpliwości budzi też dostępność sal konferencyjnych - po schodach z przestrzeni patia, choć jest zrozumiała z punktu widzenia powiększenia wysokości. Dziwić może fakt, że tak dopracowany i w założeniu jednorodny budynek został pozbawiony mebli zintegrowanych z całością. To wielka szkoda, ale i sygnał, że jeszcze wiele zostało do zrobienia w kształtowaniu świadomości inwestorów i niedocenianiu przez nich roli architekta w kreowaniu klimatu wnętrza. Śmiałość i nowatorstwo przyjętych rozwiązań skłaniają do refleksji o społecznej akceptacji architektury, odpowiedzialności architekta za odbiór projektu kontestującego istniejące standardy i przyzwyczajenia użytkownika na poziomie funkcjonalnym i estetycznym. Na ile projektant może być nowatorski w oderwaniu od kontekstu w jakim działa? Jak daleko może się posunąć w swej wizji? Istnieje zapewne cienka linia między skłonnością użytkownika do akceptacji nowości a odrzuceniem przez odbiorcę awangardowego projektu, jako całkowicie niezrozumiałego. Mam nadzieję, że w tym przypadku granica ta nie została przekroczona, a projekt zostanie właściwie odczytany przez pracowników LOT-u wyrwanych z zupełnie innego środowiska pracy.

Realizacja siedziby LOT-u jest znaczącym krokiem na drodze zawodowej autorów, prowadzącej do krystalizacji własnej stylistyki, operowania i udoskonalania ulubionych detali i materiałów, rozwijania indywidualnych, autorskich cech architektonicznych. Śledząc wcześniejsze realizacje pracowni, widać wyraźnie, jak w budynku LOT-u czerpano z tych rozwiązań, doprowadzając je do perfekcji. Ten technologiczny nurt w twórczości firmy APA Kurytowicz & Associates wydaje się być szczery i dopracowany w każdym calu. Przy całej wszechstronności warsztatu architekta naturalnym celem jego doskonalenia powinna być subtelna, ale zauważalna indywidualność stylistyczna. Dla jednych jest to dobór materiałów, dla innych forma, dla innych wreszcie stylistyka i detal. To, że autorska architektura jest rozpoznawalna, stanowi olbrzymią wartość. Obserwując rozwój i ewolucję twórczości pracowni Stefana Kuryłowicza można bez wątpienia powiedzieć, że weszła ona na ambitną drogę, przekraczając poziom zwykłego, sprawnego rzemiosła, w kierunku wypracowania i udoskonalania własnego języka wypowiedzi.
Andrzej Bulanda

OPINIE:

Fantom w polu i biżuteria techno
Siedzibę PLL LOT trudno nazywać gmachem - to raczej fantom budynku, na tyle jednak ekspresyjny, że zwraca uwagę wszystkich przejeżdżających ulicą 17 Stycznia.
Częściowo przezroczyste, w części przeświecające i zmatowione powierzchnie wewnętrznej warstwy podwójnej fasady sąsiadują z pojedynczą szklaną ścianą wielkiego holu. Dwuplanowość elewacji - uzupełniona żaluzjami ślizgającymi się po rewersie zewnętrznej ściany - wywołuje szereg refleksów i iluzji stwarzających wrażenie niknących w tle narożników i przerw w materialnej ciągłości budynku. Zawsze bliskie byty mi poszukiwania wieloplanowości ażuru i aluzyjnej przezroczystości form. LOT znalazł już swoje miejsce w szeregu tych prób, w którym ważnymi odniesieniami są dzieła Jeana Nouvela (niezrealizowana Tour Infinie na Defense i Fondation Cartier) czy muzeum w Lille (Jean Marc Ibos, Myrto Vitart).

Nie wolno tu zapominać o wspaniałych polskich dokonaniach sprzed ponad czterdziestu lat. Dwupowłokowa szklana fasada nie narodziła się dziś. Zachęta II Hansena, Tomaszewskiego i Zamecznika, Domy Centrum w Warszawie Karpińskiego, Wacławka i Jakubowicza (z technicznym rozwinięciem ściany przez Borowskiego) byty jej pierwowzorami.

Budynek LOT-u jest perfekcyjnie rozwiązany w swojej strukturze funkcjonalnej i technicznej. Stopień skoordynowania modularnego konstrukcji, infrastruktury technicznej i wykończenia budzi podziw. Znakomite są też detale: Superpozycja rur głównego świetlika, subtelne tłoczenia aluminiowych blach poszycia ścian małego holu (który w swych formach jest jak przenicowany samolot ukazujący we wnętrzu budynku zewnętrzne formy kadłuba). Gniazda śrub, eksponowane przez cylindryczne podniesienia, tworzą brutalną może w zamyśle, a subtelną w wyrazie fakturę ścian i obręczy bulajów.

Wnętrze również stanowi studium ażurów, przezroczystości, przeświecania i refleksów. Motyw cynkowanej kratki o wydłużonych oczkach pojawia się w jednopłaszczyznowych barierach i sufitach. Siatkowe balustrady - ściany mostków, wewnętrzne rolety z gęstej siatki, wysuwające się z cylindrycznych futerałów nadokiennych w małym holu, kratowe osłony okien - uzupełniają ten zestaw iluzyjnych odczuć, pogłębiony refleksami w zwierciadle czarnego granitu ścian i podłogi głównego holu. Hol główny jest miejscem, gdzie w najbardziej bezpośredni sposób spotykają się dwa wątki tego budynku. Błyszczące i pełne refleksów płaszczyzny (szklany dach i ściany frontowe oraz polerowane czarne granity ścian bocznych i podłogi) sąsiadują tu z ocynkowanymi siatkami, ramkami i kratkami. Srebrzyste, ocynkowane detale na tle błyszczącej czerni iskrzą się jak biżuteria techno, najbardziej dekoracyjna w nieco perwersyjnych broszkach krat zawieszonych na bocznej ścianie przed wewnętrznymi oknami. To zestawienie elegancji granitu z ostentacyjną pospolitością ocynkowanej stali budzi skojarzenia z rotterdamską Kunsthalle Rema Koolhaasa, gdzie falisty plastik sąsiaduje z trawertynem.

Gmach LOT-u cenię bardzo wysoko. Nie jest może tak rewolucyjny w rozwiązaniach jak siedziby SAS i British Airways Nielsa Torpa - jest jednak znakomitą syntezą. Na pewno jest mocnym kandydatem do Benedictus Award.
Andrzej Kiciński


Przeszedł samego siebie
Za każdym razem, gdy w ciągu ostatnich dziesięciu lat jechałem do Berlina, wracałem do Warszawy upokorzony. Tak bezdenna była różnica poziomu między dwiema stolicami w zakresie rozmachu wykonawczego, rozmiaru placów budowy, intensywności debat publicznych, urody nowych budynków, jakości stosowanych materiałów, wagi przywiązywanej do powiązań architektury z urbanistyką. Wspominając po powrocie bogactwo tamtejszych środków i pomysłów, pocieszałem się głównie projektami i dokonaniami Stefana Kuryłowicza. Zawsze bytem wielbicielem tego architekta, jego ekipy, jego współpracowników. Podziwiam niezmiennie wysoki poziom i jakość jego projektów, które odcinają się wyraźnie od rozczarowującej panoramy architektonicznej nowej Warszawy. Ale teraz, tworząc siedzibę LOT-u, Kuryłowicz przeszedł samego siebie. Już z zewnątrz budynek uderza swoją czystością formalną i niezwykłą lekkością. Szklany graniastosłup bez podstawy i zwieńczenia wygląda, jakby nie wyrastał z ziemi, ale osiadł na niej przed chwilą w oczekiwaniu na moment, gdy znów poderwie się do lotu. A tymczasem na fasadach powietrznej budowli toczy się wspaniała walka prześwitów i refleksów, która ma w sobie coś wirtualnego, co podkreśla jeszcze rozpływanie się narożników "pochłanianych" przez niebo dzięki odległości dzielącej ścianę kurtynową od struktury nośnej. Z poziomymi liniami równoległościanu kontrastuje efekt wertykalny, jaki nadaje budowli pokrycie holu: tu, gdzie przerywa się żelbetonowy szkielet, widnieje szklana "klatka", całkowicie przezroczysta. Linearna jednolitość ścian zewnętrznych kryje mistrzowski i wyszukany układ przestrzeni wewnętrznej. Blok schodów i futurystycznych wind oddziela dwie bryły budynku. Naturalne światło, które pada z góry, ożywia czarny granit (posadzka, ściany) i szarą stal (windy, pomosty, kraty, osłony instalacji) holu, a na wewnętrznym dziedzińcu drewnianą posadzkę, metaliczne ściany i sugestywną "arkę" opartą na pilotach. W sumie - wzorowa lekcja stylu i elegancji. Arcydzieło wyrafinowanej urody.
Roberto Salvadori


Lotnicze przygody ze Stefanem Kuryłowiczem
Listopadową nocą przyjechałem pociągiem do Warszawy - rano miałem lecieć gdzieś tam, nocleg u przyjaciela w Alejach. Przedarłem się przez zwały bezdomnych - uciekłem mafii taksówkowej - podróżowałem w huraganie i deszczu po wertepach Alei - początki grypy - gorączka - ciemności - wiatr od wschodu - skręciłem w bok i nagle jest! Widzę Go - przylecieli, stoję przed statkiem UFO - świecą blachy obłe kształty, drgają światła pozycyjne, rozświetlone wnętrze przecudownie formowane - uciekłem w bok w bramę jakże bliską, moczem pachnącą - niestety to nie UFO - to był budynek Stefana.

Boję się podróży, a już szczególnie do Warszawy, lecz przecież nie trzeba widzieć, by pisać - wystarczą przekazy ustne, mity i legendy. Tak było zawsze i opisy rzeczy nieoglądanych były znacznie ciekawsze, tajemnicze i siłą rzeczy niedopowiedziane. Zacząłem zasięgać języka - ciężko było - większość nie wiedziała, gdzie ów nowy obiekt wylądował - w końcu udało się go zlokalizować. Wylądował koło lotniska na cztery strony jest pomyślany, nie za wysoki, nie za niski, w sam raz szeroki, czyli proporcjonalny - łączy się z powietrzem i jest przezroczysty, czyli transparentny - jest delikatny i ładny (to opinia kobiety). Ma wspaniały i precyzyjny detal - łączy kamień, szkło i stal - wnętrza białe i jasne, innym znów wydają się ciemne i godne - jest więc, jak kameleon - zmienia nastroje. Hol wspaniały, otwarty, dziedziniec wewnętrzny z prostopadłościanem pamięci rozwieszonym w przestrzeń. Pokoje biurowe półprzezroczyste, skryte za szkłem, odgrodzone od holu detalem kojarzącym się z częściami maszyn latających - a więc?

Wspaniały, widzę GO jak startuje i leci z Mistrzem na pokładzie ku nowym przestrzeniom Architektury.
Jerzy Gurawski

Trwały ślad
Warszawa jest trudnym miastem do projektowania nowych obiektów. Brak wyrazistej definicji przestrzennej, określającej klimat miasta nie sprzyja, a w każdym razie nie pomaga architektom. Gdy kontekst miejsca ucieka, jest słabo słyszalny, trudno o dialog architektoniczny. W Warszawie powstało wiele dobrych budynków. Stefan Kuryłowicz jest tym architektem, który pozostawia poprzez swą architekturę trwały ślad w mieście, w jego przestrzeni.

Prezentowany budynek LOT-u jest dobry. Dla mnie jeden z najlepszych, jakie Stefan Kuryłowicz zaprojektował. Sympatia do tego obiektu bierze się między innymi stąd, że jest niski. Nie lubię budynków wysokich, być może dlatego, że od zawsze żyję i pracuję głównie w Krakowie. Wyjątkiem były Twin Towers, które uważałem za genialną decyzję urbanistyczną. Czuje się to, gdy ich już nie ma.

Zaprojektowany przez Stefana Kuryłowicza dom dobrze współżyje z otoczeniem. Sprawia wrażenie, jakby rosnące wokoło drzewa byty jego częścią. Zastanawiam się tylko, czy takie budynki wytrzymają próbę czasu i w jakiej kondycji materiałowej dotrwają dwudziestego drugiego wieku. Krakowskie Sukiennice z wiekiem są coraz piękniejsze.
Marek Dunikowski


Etap dojrzałości
Z dużym zainteresowaniem obserwuję nowe budynki powstałe na podstawie projektów wykonanych w pracowni Stefana Kuryłowicza.
Rozwój jakościowy wykonywanych tam prac jest wyraźnie widoczny. Budynek dyrekcji LOT-u jest tego najlepszym dowodem. Skumulowane doświadczenia z poprzednich realizacji znalazły tu swe pozytywne zwieńczenie. Jak przypuszczam, szczęśliwie nałożyły się one na wymagania inwestora, jego wysoką świadomość architektoniczną i rozumienia faktu, że architektura jest zawsze rezultatem współpracy pary, inwestora i architekta.

Prostokątny, czytelny rzut budynku oparty jest o trójtrakt biurowy skomponowany z dwoma przeszklonymi atriami, kontrastującymi ze sobą odmiennym charakterem. Pierwsze, wejściowe przecina budynek na wskroś, epatuje blaskiem czarnego kamienia i znakomitym detalem stalowych mostów, łączących dwie części gmachu, jest wysokie i jasne.

Drugie atrium z czterech stron zamknięte, zaciszne, przyciemnione, mieści w sobie salę tradycji LOT-u posadowioną na słupach, jedną kondygnację powyżej posadzki, niczym cielsko samolotu zawieszone nad lotniskiem. Wejście do sali przypomina wchodzenie po trapie do samolotu. Cała przestrzeń budynku okolona jest podwójną, wentylowaną od góry do dołu, przez wszystkie kondygnacje, szklaną fasadą. W przestrzeni pomiędzy płaszczyznami elewacji, na każdej kondygnacji znajdują się pomosty wykonane z krat wema, zapewniające wygodny dostęp niezbędny podczas mycia szyb. Są tu także żaluzje automatycznie regulowane, kontrolujące dopływ ciepła i światła do wnętrza.

W przestrzeń podwójnej fasady wchodzą niektóre wyróżnione pokoje na przykład pomieszczenia dyrekcji. Zagłębione są one minimalnie, zaledwie trzydzieści centymetrów, wystarczająco jednak, aby zauważyć to na elewacji. Wyróżnienie to ma swój wymiar psychologiczny, techniczny i estetyczny, a jego subtelność szczególnie mi się spodobała. Budynek dyrekcji LOT-u charakteryzuje znakomicie zaprojektowany, ekonomiczny detal, gdzieniegdzie tylko lekko stylizowany. Poszczególne rozwiązania ukazują cały skomplikowany system wyposażenia technicznego budynku z naturalną szczerością, ale bez zbędnej emfazy, widać dążność do prostoty i ekonomizacji rozwiązań.

Kilka ostatnich realizacji w Polsce między innymi takich, jak biurowiec Agory czy prezentowany budynek LOT-u świadczą o tym, że polska architektura po wielu zakrętach wchodzi w fazę dojrzałości i że jej siłą napędową przestają być różne "izmy' i zapożyczenia zagraniczne, a stają się ekonomia i wygoda.

I jak w każdym prawidłowo rozwijającym się kraju, architektura staje się coraz prostsza, łatwiejsza w wykonaniu i poręczniejsza. I to będzie prawdziwą miarą jej kulturowej jakości.
Andrzej Duda


Założenia autorskie:
Projekt siedziby Polskich Linii Lotniczych LOT byt dla nas podsumowaniem wcześniejszych doświadczeń w projektowaniu budynków o podobnym charakterze. Naszą wyjściową ideą było ukazanie znamion charakterystycznych dla właściciela budynku, największego w kraju przewoźnika lotniczego, firmy wykorzystującej w zakresie rozwiązań technicznych najnowsze i najdoskonalsze technologie. W zakresie rozwiązań formalnych natomiast chcieliśmy, aby odbiór - wyraz architektoniczny budynku kształtowany byt przez elementy niematerialne, takie jak swobodnie przepływające światło, informacja i ruch tak, aby jego wyraz architektoniczny byt zmienny, zależny od pory roku i pogody. Dążyliśmy do maksymalnego ograniczenia materialnych środków wyrazu i zastąpienia ich działaniem zależnego od pogody i pór dnia światła naturalnego, elektrycznego oświetlenia wnętrza obiektu, zewnętrznej iluminacji, a także refleksów dawanych przez płaszczyzny szkła i różnic w odbiorze płaszczyzn szkła transparentnego i półprzepuszczalnego. Założyliśmy, że możliwa jest "dematerializacja" materialnej struktury biurowca, zatarcie granic pomiędzy wnętrzem, otoczeniem i jego konstrukcją. Transparentność budynku i powiązania jego przestrzeni wewnętrznych z otoczeniem podkreślone są przez rodzaj wewnętrznych okładzin kamiennych, jakim jest polerowany granit nero assoluto, a zadaniem odbitych w nim świateł, elementów stalowych detali i otoczenia jest dalsze zacieranie granic pomiędzy wewnętrznymi przestrzeniami budynku a jego materialna strukturą.
Stefan Kuryłowicz





apa k&a : architekci polska, architektoniczna pracownia projektowa, architektura, biuro architektoniczne, biuro projektowe, firma architektoniczna, polscy architekci, pracownia architekt, pracownia architektoniczna, pracownia architektoniczna warszawa, pracownia architektury, pracownia projektowa, projektowanie architektoniczne, studio architektoniczne, studio architektury, usługi architektoniczne