|
|
 |
| Publikacje prasowe |
 |
Fabryka Kosmetyków
Architektura - Murator, sierpień 2001
Zróżnicowana wysokość poszczególnych członów budowli stanowi odwzorowanie falującego krajobrazu.
Pod Garwolinem powstaje największa fabryka kosmetyków na świecie - kompleks zajmuje ponad pięćdziesiąt tysięcy metrów kwadratowych powierzchni zaś produkcja obejmuje całą Europę Środkową i Wschodnią. Zakład ten stanowi potężną lokomotywę rozwoju ekonomicznego miasteczka i całego regionu - nienależącego do bogatych. A dzieje się to w chwili, gdy w wielu innych polskich miejscowościach bankrutują ostatnie zakłady przemysłowe z czasów PRL-u, a pozbawieni pracy ludzie niejednokrotnie nie widzą przed sobą perspektyw.
Władze Garwolina potrafiły jednak przyciągnąć kapitał. By nie zniechęcić światowego koncernu do budowy fabryki, w imponującym tempie dokonały korekt w planie przebiegu przyszłej drogi szybkiego ruchu, która kolidowała z realizacją zakładu. Trud się opłacił, bo rozrastająca się fabryka już teraz daje zatrudnienie blisko tysiącu osób, zaś tuż obok niebawem ruszy budowa kolejnego zakładu produkcyjnego. Tym razem ma to być wytwórnia opakowań do kosmetyków. Jej inwestorem jest firma włoska, lecz fabryka działać będzie przede wszystkim dla potrzeb Avonu.
Kompleks w Garwolinie w niczym nie przypomina ciągnących się w nieskończoność, ponurych zakładów z epoki Polski Ludowej. Tkwi jakiś paradoks w tym, że jej teren jest dziś jednym z najbardziej uporządkowanych, najsympatyczniejszych zakątków miasteczka, w którym dominuje zwykły, mazowiecki śmietnik przestrzenny. Zakład z zewnątrz to wyrastające z płaskiego krajobrazu, prostopadłościenne hale, obłożone metalicznie połyskującymi panelami. To także równo skoszone trawniki i zadbana zieleń, troskliwie doglądana przez uczniów miejscowej szkoły ogrodniczej. Wnętrza zaś to, obok hal produkcyjnych, biura zatrudniające specjalistów od produkcji, logistyki, sprzedaży - kreatywnych ludzi tworzących nowy styl życia i pracy. Jednym słowem fabryka, która tradycyjnie kojarzona jest u nas z obszarem ekologicznie zdegradowanym, tutaj wtapia się w zieleń, zaś prostych robotników zastępują ludzie o wysokich kwalifikacjach. Znajdują się tu urządzenia o wyszukanej i wysoko zaawansowanej technologii, do obsługi których niezbędna jest odpowiednio wyszkolona kadra. Do rangi symbolu urasta zderzenie fabryki z sąsiadującym z nią przez płot terenem, małomiasteczkowego blokowiska. Wydaje się, że to już nie zakład produkcyjny, lecz peerelowskie osiedle jest obszarem zdegradowanym.
Projekt fabryki inwestorzy zlecili pracowni APA Kuryłowicz & Associates - jednej z najbardziej doświadczonych w Polsce w realizacji obiektów przemysłowych. Ci sami architekci zaprojektowali przed kilku laty w tym miejscu niewielką fabrykę kosmetyków, którą niedawno kupił Avon. Teraz do starego obiektu dobudowywany jest nowy - wielokrotnie większy.
Stefan Kuryłowicz mówi, że proces projektowania tak dużego obiektu w gruncie rzeczy nie odbiega od tworzenia mniejszych fabryk. Architektura przemysłowa rządzi się bowiem tymi samymi prawami. Zdaniem architekta konieczne jest zapewnienie przede wszystkim maksymalnie dużych rozpiętości konstrukcji wnętrz, odpowiedniego dostępu obsługi transportowej do obiektu, a także elastyczności budynków, umożliwiającej potencjalną zmianę rozwiązań technologicznych.
Zdaniem projektantów, zarówno w mniejszych jak i w ogromnych inwestycjach tego rodzaju, podstawowe znaczenie ma aspekt ekonomiczny. Liczy się przede wszystkim czas i pieniądze. Pierwszy etap budowy fabryki trwał zaledwie kilka miesięcy. Często decyzje projektowe muszą być podejmowane bardzo szybko, ale w obiekcie tej skali co zakład w Garwolinie, nie może być miejsca na pomyłki. Każdy błąd projektowy, przemnożony przez dziesiątki metrów kwadratowych powierzchni budynku, urasta potem do piramidalnych kwot. W procesie projektowym ważna jest zatem żelazna dyscyplina.
- Staramy się nigdy nie popełniać błędów, które łatwo wypunktować. Zawsze też jesteśmy z inwestycją związani do samego końca budowy. Ponosimy odpowiedzialność za nadzory autorskie, czy kontrolę w trakcie budowy. To daje nam możliwość egzekwowania właściwego standardu i buduje zaufanie klienta - mówi Kuryłowicz.
Współprojektant fabryki Dariusz Gryta z pracowni APA Kuryłowicz & Associates dodaje, że w tak dużym obiekcie hale muszą być dylatowane. Niezbędne jest również dostosowanie projektu do norm przeciwpożarowych, zaprojektowanie odpowiednich dróg ewakuacji, a także rozplanowanie zaplecza socjalnego, którego program znacznie przerasta podobne zaplecza w większości typowych obiektów biurowych. Wystarczy nadmienić, że sama kuchnia, przylegająca do dużej stołówki, ma być czynna przez szesnaście godzin dziennie.
Istotnym problemem jest oświetlenie. Ogromne przestrzenie wymagają dużej liczby świetlówek, lamp. Wnętrza starszych hal fabrycznych toną w półmroku. Przewidziano w nich głównie oświetlenie sztuczne. W dążeniu do obniżenia kosztów produkcji polowa lamp była często wyłączona. W nowych halach architekci nie popełnili tego błędu. W dachu są świetliki, które zapewniają właściwe oświetlenie wnętrz produkcyjnych, pozwalając zarazem na zaoszczędzenie energii.
Fabryka wyrasta na skraju miasta. Z jednej strony przylega do osiedla, przypominającego rozpadające się, kilkupiętrowe pudełka. Z drugiej tło dla niej tworzy łagodnie pofalowana, rolnicza równina. Architekci projektując budynek nie sporządzali żadnych studiów pejzażowych. Nikt od nich zresztą tego nie wymagał. Jednak obiekt znakomicie wrasta w nizinny krajobraz. Całość założenia jest niezwykle klarowna. Tworzy je kilka przylegających do siebie prostopadłościanów, otaczających stary budynek fabryczny. Z daleka rysują się niskie bryły o horyzontalnych podziałach i dobrze uchwyconych proporcjach. Żadnych ozdobników. Żadnych zbędnych detali. Wszystko tu wyrasta z zielonego otoczenia, a zróżnicowana wysokość poszczególnych członów budowli - mieszczących magazyny, sale produkcyjne i biurowiec - zdaje się stanowić odwzorowanie falującego krajobrazu.
Istotnym elementem zespołu jest kilkukondygnacyjna część biurowa, która wyróżnia się w bryle silnie przeszklonymi ścianami. Lekkości dodają jej potężne okapy, nieomal zawieszone w powietrzu ponad szklaną ścianą ostatniego piętra. Nie otrzymano by tak dobrego efektu, gdyby nie znakomite proporcje - tak charakterystyczne dla biurowców projektowanych przez APA Kuryłowicz & Associates.
Wnętrza nie różnią się na pierwszy rzut oka od tych w innych obiektach korporacyjnych. Na osi wejścia zaprojektowano imponujący, kilkukondygnacyjny hol-atrium z rzeźbiarsko potraktowaną klatką schodową i przerzuconymi w powietrzu kładkami ze stali. Hol pełni jednocześnie funkcję wnętrza reprezentacyjnego, pełnego oddechu i powietrza. Jego architektura zdaje się delikatnie sugerować, że jest to obiekt przemysłowy. Stąd pewna brutalność rozwiązań formalnych i użycie stali. Poważną i trudną do wytłumaczenia wadą funkcjonalną jest tu jednak brak podjazdów i wind dla niepełnosprawnych. Tak jakby koncern założył z góry, że nikt na wózku inwalidzkim nie zostanie tu zatrudniony, nie zostanie nawet wpuszczony na parter biurowca.
Część przyziemia budynku zajmuje zaplecze socjalne ze stołówką - niczym nie różniącą się od kantyn w biurowcach. Wyżej kondygnacje biurowe mają charakter plenerowy. Zakomponowane w sposób bardzo demokratyczny zapewne odpowiadają współczesnemu etosowi pracy zespołowej. Jedynie gabinet szefa fabryki jest niczym wieża feudała - oddzielony od hal biurowych przepaścią atrium, nad którą jak most zwodzony przerzucona jest kładka. Z okien gabinetu rozpościera się widok na całą fabrykę. Tutaj też znalazło się najbardziej efektowne rozwiązanie architektoniczne wnętrza, jakim jest mała sala konferencyjna, zamknięta w przeszklonej, sześciennej kostce, postawionej niemal w powietrzu na stalowych belkach ponad atrium.
To rozwiązanie oraz znakomicie uchwycone proporcje, to zdaniem architektów "wartość dodana" budynku, który z założenia jest utylitarny i musi być przede wszystkim sprawnie zaprojektowany. Sama architektura, wystrój wnętrza powinny zarazem odpowiadać standardom wypracowanym przez koncern Avon. Realizacja fabryki zmieściła się w budżecie, ale dzięki precyzyjnie sporządzonemu projektowi starczyło też miejsca na rozwinięcie walorów estetycznych - na przykład na wpisanie budowli w zieleń, która w wielu miejscach uzupełnia architekturę i jest dla niej tłem. Stało się tak, bo jak mówią autorzy, starają się unikać konwencjonalnych rozwiązań. Przekonują, że gdyby całość miała mieć standardowy charakter, za te same pieniądze sporządziliby projekt o połowę szybciej. Ale w architekturze przecież nie tylko o to chodzi.
Jerzy S. Majewski
Założenia autorskie:
Pracując nad projektem fabryki kosmetyków Avon w Garwolinie bazowaliśmy na dwóch, pozornie niezwiązanych ze sobą kryteriach. Pierwsze to generalne zasady obowiązujące w projektowaniu współczesnych obiektów przemysłowych, wynikające z kryteriów ekonomicznych oraz konieczności umożliwienia częstej adaptacji zakładu do zmieniających się systemów technologicznych: otwartości i elastyczności rzutu budynku, dużej rozpiętości konstrukcji oraz dostępności dla różnych środków transportu.
Drugą, znacznie istotniejszą dla wyrazu architektonicznego fabryki, była intencja stworzenia budynku, z którym chciałby identyfikować się każdy z kilkuset zatrudnionych w nim pracowników i którego otwartość i czytelność planu byłaby czynnikiem zachęcającym do pracy zespołowej. Przyjęliśmy tezę pana Maxa De Pre, założyciela firmy Herman Miller INC i budowniczego zespołu fabryk mebli w Vitra w Szwajcarii, iż architektura dla przedsiębiorstwa nie jest odzwierciedleniem siły jego zarządu. Powinna w pierwszym rzędzie podbudowywać i inspirować ludzi, którzy tam pracują, być przyjemnością dla gości i nową wartością dla lokalnych społeczności.
Trzecim, istotnym czynnikiem była lokalizacja fabryki i otaczający ją krajobraz. Cały zespół Avonu docelowo ma mieć powierzchnię około pięćdziesięciu tysięcy m2 (powierzchnia płaskiej podłogi magazynów i pomieszczeń produkcyjnych) - równą wielkości dziewięciu pełnowymiarowych boisk piłkarskich. Teren lokalizacji ograniczony jest z dwóch stron zabudową mieszkaniową, a z dwóch pozostałych ma bezpośredni kontakt z otwartym, łagodnie pofalowanym krajobrazem naturalnym. W przekroju podłużnym w obrębie lokalizacji różnica poziomów dochodzi do ośmiu metrów.
Założyliśmy, iż mimo swych gabarytów, projektowany zespół nie może zdominować zastanego krajobrazu. Teren został zniwelowany w taki sposób, iż pierwszy etap realizacji - pomieszczenia pakowalni i magazynu produktów gotowych wraz z rampami wyładowczymi i polem manewrowym samochodów dostawczych zostały niejako "wbudowane" w teren. Lokalizacja elementów fabryki, zróżnicowanie ich wysokości, otwarcie fragmentów pomieszczeń produkcyjnych miały na celu utrzymanie jego dominującej roli i wizualne ograniczenie skali fabryki.
Przyjęliśmy, tak jak w przypadku innych realizacji naszej pracowni, że każdy budynek, bez względu na jego lokalizację i charakter, jest możliwością i wyzwaniem, nie zaś prostą koniecznością i musi być nową, pozytywną wartością dla jego właścicieli, użytkowników i otoczenia, w jakim jest budowany.
Stefan Kuryłowicz
|
|
|