Czas czarodziejów
Newsweek, 14.07.2002
Nazwisko architekta to połowa sukcesu inwestora
Stefan Kuryłowicz, architekt, ze zdziwieniem oglądał zdjęcie swojego najnowszego biurowca centrali LOT-u w Warszawie. Pomyślał, że gdy je robił, musiał mieć popsuty aparat, bo połowa budynku zniknęła. Po dłuższej chwili znalazł ją wtopioną w niebo. O to przecież chodziło - uśmiechnął się wyraźnie zadowolony. Centrala LOT-u miała być odlotowa.
Dziś biurowiec, na który maja się znaleźć chętni, musi przyciągać designe'em i marką, czyli nazwiskiem architekta. Gmaszyska mdłe lub w złym guście nie zwabią nawet niskimi cenami wynajmu. W końcu na rynku nieruchomości trwa zastój. W samej Warszawie jest blisko 1,6 mln mkw. biur, z czego aż 16,1 proc. stoi pustych. Klienci mogą wybrzydzać.
W 1999 r. z wielką pompą oddano w stolicy biurowiec Refom Plaza Vahapa Toya. Miał być "symbolem przyjaźni polsko-tureckiej". Ale od razu zyskał miano toi-toiki (przenośnej toalety). Tureccy inwestorzy byli pewni, że budynek szybko zostanie wynajęty. Ale tak się nie stało. Dla Rafała Szczepańskiego, prezesa Stowarzyszenia Architektów RP, sprawa jest oczywista: - Budynek zwyczajnie razi. Mimo że kusi cenami o jedną trzecią niższymi niż u konkurencji, nadal połowa stoi pusta.
Gdy więc rok później ukończono gigantyczny biurowiec Focus Filtrowa, nikt nie wróżył mu finansowego sukcesu. zwłaszcza, że wraz z nim na rynku przybyło 63 tys. mkw. powierzchni - czyli tyle, ile ma warszawska Starówka. Ale z pstrokacizny biurowców ten wyróżniał się oryginalnością. Ascetyczny, wysmakowany. A szlachetności dodaje mu nazwisko autora projektu. Stefan Kuryłowicz - obok Marka Budzvńskiego - zaliczany jest do grona najlepszych polskich architektów.
Biurowiec Focus Filtrowa nie czekał długo na kupców, od razu skusiła się na niego niemiecka firma ubezpieczeniowa Mannheimer Versicherungs płacąc ponad 100 mln dolarów. Kilka miesięcy później wynajęła jedną czwartą powierzchni Deutsche Bankowi. Anna Rybałtowska, rzecznik DB, tłumaczy, że wybierając budynek na siedzibę banku, brano pod uwagę także jego wygląd. - Sukces Focusa przełamał mit, że jakość architektury nie ma znaczenia - mówi Elwira Zielska z Jones Lang LaSalle'a, międzynarodowej agencji nieruchomości. - Deweloperzv dostrzegli wtedy, że nazwisko architekta ma swoją cenę.
Lesław Czechelski, szef polskiej filii firmy Viterra Baupartner, jednego z największych niemieckich developerów, do opracowania projektu osiedla na Ursynowie zatrudnił spółkę Jems Architekci. Tę samą, która zwyciężyła w międzynarodowym konkursie na biurowiec Agory (wzięły w nim udział 44 zespoły). - Na trudnym rynku trzeba czymś zachęcić - mówi Chechelski. - Jedni obniżają ceny, inni dodają za darmo balkon albo miejsce na parkingu. Mv dajemy dobrą, oryginalną architekturę.
Wszystkich przebiło międzynarodowe konsorcjum Hines, budujące na pl. Piłsudskiego pięciokątny biurowiec Metropolitan. Do wykonania projektu zatrudniło sir Normana Fostera, należącego do piątki najlepszych architektów na świecie. Foster zaprojektował największe na świecie lotnisko w Hongkongu, najwyższy drapacz chmur w Europie (we Frankfurcie nad Menem), jest autorem przebudowy berlińskiego Reichstagu. Jego projekt na pl. Piłsudskiego harmonijnie wtopi się w otaczającą architekturę. Będzie kosztował blisko 110 mln dol., ale już dziś wiadomo, że mimo rynkowej bessy odniesie komercyjny sukces. Mieczysław Godzisz z Hinesa twierdzi, że w biurowcu z metką jednego z najlepszych architektów świata biura wynająć chcą banki, firmy ubezpieczeniowe, kancelarie prawnicze i firmy doradcze.
Renomowane biura projektowe nie narzekają na brak zamówień. Jems Architekci przygotowują biurowiec Kredyt Banku. Na brak pracy nie narzeka też Kuryłowicz. Jego biuro m.in. uczestniczy w pracach nad ratuszem i osiedlem w Wilanowie. Markowi architekci są więc na fali. Dobrą stroną recesji jest to, że za parę lat, spacerując ulicami, będziemy mijać piękne budynki.
|