|
|
 |
| Publikacje prasowe |
 |
Błyszczący Gad
Architektura - Murator, październik 98
Ekstrawaganckie formy zaskakująco dobrze osadzono w sztywnych ramach zabudowy ulicy.
Okolicom ulicy Kruczej w Warszawie charakter nadają oblicowane piaskowcem budynki biurowe wzniesione pod koniec lat czterdziestych, kiedy planowano stworzenie tu dużej dzielnicy administracyjnej - urzędniczego serca kraju. Siedziby ministerstw i dawnych zjednoczeń przemysłowych, poprzetykane kamienicami ocalałymi ze zniszczeń wojennych, wypełniają całe kwartały zabudowy. Pomiędzy luźno rozstawionymi prostopadłościennymi bryłami, tworzącymi zamknięte bloki obudowujące ulice, pozostało jednak kilka wolnych dziatek, których zabudowa trwa do dzisiaj.
Na jednej z nich powstał ostatnio biurowiec o niecodziennych formach. Wydawało się, że wzniesienie w tym miejscu udanego obiektu nie jest możliwe. Architekci mieli za zadanie wpasowanie budynku w wąską działkę, pomiędzy ściany z oknami sąsiednich domów. Taka lokalizacja zmusiła projektantów do rzeźbiarskiego ukształtowania bryły, która pozwoliłaby na uzyskanie maksymalnej powierzchni użytkowej przy zachowaniu dostępu światła do budynków obok.
Nowy gmach od frontu powtarza wysokości sąsiednich domów i dobrze wpisuje się w pierzeję Nowogrodzkiej, która zachowała skalę i proporcje zabudowy dawnej Warszawy. W perspektywie ulicy byłby nierzucającą się w oczy plombą, gdyby nie przewrotna interpretacja jego wykusza. Drapieżnie atakuje on przestrzeń, wysuwa się w stronę ulicy pochyloną ścianą, a przewyższając zasadniczą bryłę biurowca tworzy zgrabne przejście skali do wysokości znajdującego się z tyłu budynku. Dodatkowo - stroi na ulicy minę, wysuwając ze swego środka język w postaci zawieszonego na cięgnach balkonu.
Dzięki takiemu pochyleniu uzyskano dodatkową powierzchnię we wnętrzu budynku - trik praktykowany od stuleci. Tu jednak wychylenie to staje się jednocześnie symbolicznym gestem afirmującym gorączkę miejskiego, ulicznego życia. Wystąpienie przed długi szereg płaskich ścian zaznacza obecność i odrębność nowego gmachu. Celowo przewymiarowany wykusz jest jednak tak inteligentnie ukształtowany, że nie rozrywa ulicy na fragmenty. Stanowi tu raczej znak zatrzymania, funkcjonujący też niczym poprzecznie ustawione do ruchu ulicznego reklamy. Ten wchodzący w interakcje z ulicą fragment jest bowiem tylko czubkiem góry lodowej - zasadnicza bryła obiektu znajduje się w głębi bloku zabudowy.
Dostępny teren wykorzystano w maksymalny sposób. Nowy biurowiec składa się z dwóch bryi przenikających się pod kątem prostym,. tworząc w planie kompozycję w kształcie litery L. Aby dostać się do wnętrza, trzeba skręcić przed pochyłym wykuszem-znakiem na podjazd. Stworzono tu niewielki zaułek. Obok owalnej w rzucie wieży dostawionej klatki schodowej znajduje się wejście do części frontowej, w głębi działki wznosi się wyższy o dwie kondygnacje budynek tylny. Nie jest on prostopadłościenną bryłą, jego elewacja od strony ulicy Nowogrodzkiej w górnej części wychyla się do przodu, tak jak wykusz budynku frontowego. Efekt ten, choć widoczny w przekroju i we wnętrzach biurowca, jest niedostrzegalny od strony ulicy. Podobnie, dopiero z boku widać jak wykusz wcina się w bryłę gmachu, tworząc luk dachu dwupiętrowej nadbudówki, do której prowadzą zawieszone na jej bocznej ścianie ażurowe schody. By umożliwić dostęp światła do sąsiedniego domu, budynek frontowy obniżono względem tylnego. Nie sprawia to jednak wrażenia przypadkowości, na dachu niższej części zaprojektowano pokryty tekowym drewnem taras.
Fasady obiektu utrzymane są w barwach ograniczonych do odcieni szarości. Budynek frontowy i wykusz mają aluminiowe okładziny, fasada wysokiej, tylnej części biurowca wyłożona jest ciemnymi granitowymi płytami. Detal podziałów okładzin wzbogacono ozdobnikami w postaci poczwórnych stalowych bolców akcentujących osie konstrukcji budowli. W pewien sposób powtarzają one, w innym materiale, charakter prostych, kamiennych zdobień sąsiednich budynków.
Chociaż wnętrza obiektu tworzą w zasadzie uniwersalną, pustą przestrzeń biurową, to jednak prezentują zadziwiającą różnorodność nastrojów, miedzy innymi dzięki różnemu stopniowi nasłonecznienia. Ostatnie dwie kondygnacje w zwieńczeniu budynku frontowego mieszczą dwupoziomowe, indywidualnie potraktowane biuro-studio. Ciekawe, że wnętrza nie są tu tylko negatywem rozrzeźbienia zewnętrznej obudowy i sensownie splatają się z konstrukcją. Poprzez to, i dzięki swym wyważonym proporcjom, nabierają architektonicznej jakości, która niestety prawdopodobnie zostanie zagubiona przy wtórnych podziałach. Standardem przewyższają wnętrza typowego biurowca. Obiekt pierwotnie miał być bowiem siedzibą jednej firmy, a różnorodność przestrzeni wewnętrznych, od ciemnych dolnych pięter, poprzez kamienną wieżę wystającą ponad dachy miasta, aż po frontowy "mostek kapitański", mogła odzwierciedlać hierarchię jej struktury organizacyjnej. W trakcie realizacji budynek został jednak sprzedany i obecnie służyć ma zwykłej spekulacji powierzchnią.
W nowym biurowcu przy Nowogrodzkiej widać jak ekstrawaganckie formy może przyjmować współczesna architektura, nawet ta podporządkowana komercyjnemu programowi. Widać również, jak tę ekstrawagancję zaskakująco dobrze da się osadzić w sztywnych ramach zabudowy ulicy. W obiekcie o tak trudnym usytuowaniu nie sposób uniknąć ekstremalnych rozwiązań. Odległości między sąsiadującymi budynkami są tu najmniejsze z dopuszczanych przez prawo. Zaanektowana została przestrzeń ulicy, a pochyłe ściany rzucają wyzwanie grawitacji. Poszczególne bryły wcinają się brutalnie jedna w drugą. Obiekt niczym delikatny błyszczący gad, uwięziony w klatce miejskiego kwartału, wznosi do góry swój gruby ogon, a głowę z wysuniętym językiem wystawia groźnie nad ulicę. Mamy tu niewątpliwie do czynienia z metaforą modnego obecnie stylu pracy biurowej - agresywnej, ekstremalnie kapitalistycznej, kreującej nastrój centrum miasta, stojącej w opozycji do statecznego, nudnego i przewidywalnego rytmu okolicznych ministerialnych biurowców.
Grzegorz Stiasny
|
|
|